Ciepły, spokojny wieczór.
Piękny dzień, chwila swobody tylko... jakoś trudno uwolnić myśli.
Taki czas.
Jakiś czas temu, w ramach wprawek szyciowych i zapoznawania się z maszyną uszyłam sobie nerkę rowerową.
Wykrój znalazłam gdzieś w sieci i chyba coś źle wydrukowałam, albo odrysowałam, bo nerka jakkolwiek wyszła mi całkiem nieźle to wyszła mi też jakaś taka duża.
Zmieści się do niej i mój i męża i syna telefon i chusteczki i okulary i pewnie jeszcze portfel też, jakby co.
No cóż, zobaczymy jak się sprawdzi w praktyce.
Wypraktykowałam już za to dwie nowe bransoletki.
Jedną czerwoną, z trzech sznurów koralowych patyczków i drugą z niebieskich kuleczek.
Proste i bardzo wygodne.
Jak dorobię jeszcze jakąś białą, to będę miała fajny marynistyczny komplecik na lato.
To tyle na dziś.
Życzę Wam udanego tygodnia.
Usiądę z szydełkiem i spróbuję... nie myśleć.